wtorek, 27 kwietnia 2010

Reklama :D

Blog się zapuścił, ale jest już nowy, w zasadzie identyczny, ale ponieważ będzie pare zmian (jeśli chodzi o recenzje) to wolę zacząć kompletnie od nowa. Parę postów będzie skopiowanych stąd zresztą. Nowy/stary adres (ktoś to w ogóle czyta?) to http://sonix90.blospot.com, a ten pozostanie jako http://sonixbeta.blospot.com.

piątek, 27 marca 2009

Need For Speed [Sega Saturn]

Pierwszy raz z serią Need for Speed zetknąłem sę ponad 10 lat temu, grając w jedynkę na PC, którą zapamiętałem jako bardzo dobry tytuł. Po tylu latach dorwałem się do konwersji NFS na Saturna i muszę powiedzieć, że jest naprawdę udana.

W grze znajdziemy 6 torów (plus bonusowy), 3 to "zamknięte" i 3 otwarte czyli "point to point", które z racji ich długości podzielone są na 3 segmenty. Trasy są dosyć zróżnicowane, mamy owalny tor na pustyni, inny ulokowany w bardziej zimowych klimatach oraz trasę przez miasto czy góry. Do dyspozycji mamy 8 sportowych samochodów, wśród których nie mogło zabraknąc Ferrari Testarossa czy Lamborghini Diablo. Tryby gry- pojedyńczy wyścig, walka z czasem, turniej (w którym muismy po prostu wygrać wyścig na każdej trasie aby go ukończyć) i wyścig jeden-na-jeden, w którym (tylko na otwartych trasach) pojawia się ruch uliczny i... policja.

NFS stara się być bardziej symulacją niż arcade'owym racerem (jakim jest seria NFS dzisiaj). Sterowanie na początku może wydawać się nieco ciężkie ale szybko można się przyzwyczaić i przekonać się, że model jazdy sprawia sporo frajdy. Oczywiście w NFS wręcz należy grać z kamerą umieszczoną w kokpicie, deska rozdzielcza, animowana kierownica i zegary (oczywiście każdy pojazd różnił się wnętrzem)- taki widok jeszcze długo pozostawał rzadkością przez kolejne lata, co dziś chyba powoli się zmienia. Pomijając fakt, że dzięki temu dużo lepiej wczuć się w jazdę, widok z kokpitu jest lepszy ponieważ auta już nie wyglądają tak ładnie, w zasadzie są wykonane bardzo przeciętnie. Za to na wygląd tras trudno narzekać, no i animacja nie szarpie (no, czasami).

Trochę przeszkadzają loadingi, które potrafią trwać bardzo długo, na Saturna długie czasy ładowania są w zasadzie rzadkością, tutaj trzeba czasem czekać nawet 15-20 sekund, żeby rozpoczął się wyścig. Na wspominając o tym, że laser w tym czasie bardzo intensywnie pracuje, nigdy nie widziałem, żeby Saturn tak intensywnie odczytywał dane z płyty. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę rozmiar (niektórych) tras jest to zrozumiałe.

NFS potrafi też czasem w wkurzyć, głównie z dwóch powodów. Pierwszy to niewidzialne ściany, kiedy zbliżamy się do np. barierki to nie uderzymy w nią tylko w niewidzialną ścianę, która znajduje się wcale nie tak blisko właściwej przeszkody. Potrafi to nieraz zmylić, myślimy, że jakoś się zmieścimy w zakręcie a tu nagle zachaczamy o powietrze. Co ciekawe, auta przeciwników wydają się tym nie przejmować, czasem wręcz szorując po niewidzialnej barierze. Oponenci też potrafią sfrustrować, torują drogę, uderzają cię tak abyś stracił panowanie albo przygrzmocił w ścianę ale nie licz na to, że możesz im się podobnie odegrać, czasem trzeba dużo samozaparcia aby ukończyć wyścig na pierwszym miejscu bo nie jest łatwo.

Muzyka jest w porządku, usłyszymy kawałki zarówno rockowe jak i techno, które całkiem przyjemnie się słucha choć przydałoby się coś bardziej... dynamicznego.

Podsumowując, Need for Speed to naprawdę porządny racer, idealny jeśli na Saturna szukasz czegoś innego w temacie wyścigów. Dla mnie "jedynka" wciąż pozostaje moją ulubioną częścią serii, która dziś najwyraźniej zapomniała o swoich korzeniach...

======Need For Speed======
Sega Saturn, Playstation, PC, 3DO; Wyścigowa; 1996
Grywalność 8
Żywotność 9
Grafika 7
Dźwięk 7

================
Ocena 8.1
===============
=
Cena: 30 zł (Pal)(eBay)
Średnia ocen: 83% (7 ocen)
=================================


sobota, 14 marca 2009

Kraftwerk - Radio-Activity

Concept album grupy Kraftwerk poświęcony (albo inspirowany) nie tylko, jakby się wydawało, radioaktywności ale i aktywności radiowej (fale itp.). Sam początek jest nietypowy- odgłosy licznika Geigera stanowią wprowadzenie do Radioactivity, najlepszego utworu na płycie, lekko melancholijnego, w którym oprócz sennej, prostej melodii usłyszymy tekst piosenki w... alfabecie Morse'a (oczywiście oprócz wokalu). Następne jest nieco monotonne Radioland, a zaraz po nim wkracza wesoła i roztańczona melodia z Airwaves, "wpomagana" odgłosami ciągle zmieniających się fal radiowych. IntermissionNews to w zasadzie mało co wznoszące przerywniki, z kolei w Voice of Energy przemówi do nas mechaniczny głos energii z dającym do myślenia przesłaniem. Rytmiczna Antenna poprzedza troche awangardowe Radio Stars, na tle powtarzającego się dźwięku usłyszymy tekst o... pulsarach i kwazarach, po czym utwór łagodnie przechodzi w Uranium gdzie nieco złowieszczy głos zdradza nam małą tajemnicę o uranie. Dość pogodny Transistor wprowadza nas w ostatni utwór czyli Ohm Sweet Ohm (kolejna gra słów).

Album oryginalny i ciekawy ale nie dla każdego, wiele osób może zwyczajnie zmęczyć mimo, że trwa nieco ponad pół godziny. Z drugiej strony klimat panujący na tej płycie potrafi wchłonąć słuchacza. To chyba najmniej popularny album grupy Kraftwerk ale nie znaczy to, że nie nalezy mu się przyjrzeć.

======Radioactivity (1975)======

Geiger Counter (1:06)
Radioactivity (6:41)
Radioland (5:51)
Airwaves (4:39)
Intermission (0:38)
News (1:17)
Voice of Energy (0:54)
Antenna (3:42)
Radio Stars (3:33)
Uranium (1:26)
Transistor (2:13)
Ohm Sweet Ohm (5:37)

(12 utworów, łączny czas 37:37)
================
Ocena 7.0
================
Cena: 25 zł (eBay)
=====================

piątek, 13 marca 2009

Winning Eleven 6 Final Evolution [Playstation 2]

Moja pierwsza styczność z piłkarską serią Konami. Mineło już ponad 6 lat, w tym czasie zaliczyłem wszystkie kolejne części wydane na "Sequelstation" a mimo to ciągle wracam do tego tytułu, i chyba się nie pomyle jeśli przyznam, że to moja ulubiona część w serii.

Fakt, gdyby nie to, że posiadam wersje z patchem, który tłumaczy 99% gry na angielski i dodaje licencjonowane kluby (bolączka PESa, w pewnym sensie trwa do dziś) nie spędziłbym z WE6 FE tyle czasu. No i na pewno ma znaczenie sentyment, bo w sumie co ma do zaoferowania tytuł, któremu brakuje wiele jeśliby porównać go do sequeli? Fakt, PES 3 (w zasadzie sequel WE6: FE) przez niektórych jest uważany za najlepszą część a swoje lata też ma. Na pewno gra sie inaczej, nie jest tak szybko, zwodów czy innych zagrań jest mniej, nie można kontrolować siły podania po ziemii, ogólnie swoboda jest niby mniejsza. Grafika też nie zachwyca, jest wyraźna, gra chodzi płynnie ale piłkarze wyglądają lekko sztucznie no i animacja też ustępuje kolejnym częściom. Mimo to gra się świetnie, gameplay jest dobrze wyważony, nie widać jakiejś wyraźnej przewagi ataku nad obroną (lub odwrotnie), strzały nie są przesadzone, dość trudno oddać mocny i celny strzał, AI trzyma dobry poziom więc nie jest za łatwo. Trudno to opisać ale w każdym razie gra sprawia troche więcej frajdy, przynajmniej mi, niż kolejne części. Może dlatego, że jest mniej "randomowa", nie ma graczy, których określić by można mianem "cyborgów" (jak np. Adriano w ostatnich częściach), przebijających się przez obronę niczym taran, nie czuć też (prynajmniej nie tak jak ostatnich PES'ach), że gra na wyższych poziomach trudności zwyczajnie oszukuje. Ogólny "feeling" w WE6:FE też wypada dobrze.

Trzeba też wspomnieć, że w tej części tryb Master League nieco różnił się od tego jak wygląda od PES 3. Mamy 3 ligi (oczywiście zaczynamy w tej najnizszej, w której jest mniej drużyn), 3 puchary, jeden dla 3 ligi, jeden w którym biorą udział drużyny z ligi 1. i 2. i ostatni, do którego dostają się 4 najlepsze team'y w sezonie. Gracze sie nie starzeją ale możemy znaleźć początkujących grajków, których rozwojem możemy pokierować (ale przez krótki czas, potem już zatrzymują sie w rozwoju).

Warto wspomnieć o komentarzu, oczywiście w tym wypadku jest on po japońsku ale wypada dużo lepiej niż angielski. Nawet można co nieco zrozumieć gdyż komentatorzy stosują zangielszczone zwroty ("Panczingu!" "Siuuto!" czy "Intaasepto") a najlepiej jest gdy pada bramka, wtedy najczęściej usłyszymy 10-sekundowy okrzyk "GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL!!!". Ten element wypada więc bardzo dobrze.

Swego czasu miałem już 11 sezon na liczniku w trybie Master League... dopóki nie padł mi save. W każdym razie czasu z WE6:FE spędziłem wiele. Kolejne PESy dały mi wiele przyjemnych godzin ale WE6:FE zawsze zostanie dla mnie tym, subiektywnie, najlepszym z serii. Chyba, że next-genowe odsłony serii Konami wciągną mnie jeszcze bardziej, a na to na razie sie nie zanosi...

======Winning Eleven 6: Final Evolution======
Playstation 2, Gamecube; Sportowa; 2002
Grywalność 9
Żywotność 9
Grafika 8
Dźwięk 8
===============
Ocena 9.0
===============
Cena: 40 zł (eBay)
Średnia ocen: 92% (4 oceny)
=========================
HDLoader: Kompatybilna (Mode 3)
USBAdvance: Niekompatybilna
=================================

poniedziałek, 9 marca 2009

Jean Michel Jarre - Waiting For Cousteau

Album stworzony jako wyraz hołdu dla wybitnego francuskiego oceanografa Jaquesa Cousteau, a także udowadniający, że dla Jarre'a udane połączenie elektronicznych dźwięków z karaibskimi motywami to żaden problem.

Płyta w zasadzie jest podzielona na 2 części- pierwsza to trzyczęściowa suita Calypso, druga to prawie 50-minutowy tytułowy ambientowy utwór Waiting For Cousteau. Szybkie, pogodne i melodyjne Calypso part 1 przenosi nas na słoneczną, tropikalną wyspę, następnie powoli rozpoczyna się Calypso part 2 troche mniej radosne i dynamiczne ale utrzymane w podobnym tonie. Calypso part 3 (Fin de siecle) to już nastrojowy, nostalgiczny i podniosły utwór, mój ulubiony z całej "trójki", jednocześnie wporwadzający nas w Wating For Cousteau. Ten ambienowy i minimalny utwór zabiera nas z powierzchni wyspy prosto do głebin oceanu, słuchając go naprawde można odnieść wrażenie jakbyśmy właśnie odbywali podróż po "wnętrzu" wodnego świata. Nie znajdziemy tu żadnych melodii, jedynie spokojne, harmoniczne dźwięki w tle, czasem przerywane nutą fortepianu lub przemykającymi gdzieś intrygującymi odgłosami. Mimo pozornej prostoty i spokoju przez te 47 minut ani razu nie wieje nudą, wręcz przeciwne, wsłuchujemy się coraz bardziej, powoli odkrywając tajemnice podwodnego świata...

Bardzo ciekawy album, o którym można powiedzieć, że w zasadzie nie ma żadnych wad, no może poza tym, że chciałoby się wiecej utworów w klimatach Calypso...

======Waiting For Cousteau (1990)======

Calypso part 1 (8:22)
Calypso part 2 (7:10)
Calypso part 3 (Fin de siecle) (6:30)
Waiting For Cousteau (46:53)

(4 utwory, łączny czas 68:55)
================
Ocena 8.6
================
Cena: ok. 35 zł (eBay) 
==========================

niedziela, 8 marca 2009

Segata Sanshiro! Czyli japońskie reklamy Saturna... [cz.4]

Ostatnia porcja reklam z Segata Sanshiro...

Reklama 16- World Cup '98 France Road to Win

Reklama 17- Pro Yakyuu Team mo Tsukurou!

Reklama 18- Dragon Force II

Reklama 19- Segata Sanshirou Shinken Yuugi

Reklama 20

sobota, 7 marca 2009

Jean Michel Jarre - Equinoxe

Po sukcesie Oxygene Jarre poszedł za ciosem i stworzył kolejny świetny album- Equinoxe, który jest zdecydowanie bardziej melodyczny. Można powiedzieć, że jeśli Oxygene był "związany" z powietrzem, tak w Equinoxe dominuje inny żywioł, woda, słuchając płyty nieraz usłyszymy odgłosy burzy czy padającego deszczu. Wprawdzie "oficjalnie" Equinoxe ma ilustrować dnia z życia człowieka jednak podczas słuchania zdecydowanie bardziej dominują skojarzenia z wszechobecną przyrodą. Podobnie jak w Oxygene, utwory na płycie płynnie łączą się ze sobą, tworząc zgraną całość, pozbawioną wyraźnych przerw.

Equinoxe Part 1, pogodny utwór będący niczym muzyczna interpretacja wschodu słońca rozpoczynającego nowy dzień. Nieco senny Equinoxe Part 2, budzący skojarzenia z Oxygene part 1, może z kolei kojarzyć się z budzącą się do życia przyrodą. Tempo wzrasta wraz z energicznym Equinoxe Part 3, a wzrasta jeszcze bardziej w Equinoxe Part 4, który moim zdaniem stanowi swoistą wizytówkę tego albumu. Następnie słyszymy nadchodzącą burzę i wraz z uderzeniem pioruna rozpoczyna się równie żywiołowy Equinoxe Part 5, którego niektórzy zapewne pamiętają z czołówki programu popularno-naukowego "Kwant". Equinoxe Part 6 to swoisty łącznik między poprzednim a następnym utworem, czyli świetnym Equinoxe Part 7, który nieco zmniejsza wysokie tempo. I w końcu Equinoxe Part 8, który od dźwięków katarynki i padającego deszczu w tle przechodzi w łagodną, powolną melodię będącą tak naprawdę nieco zmienioną i wolniejszą wersją motywu który słyszeliśmy w Equinoxe Part 5.  

Podobnie jak Oxygene, Equinoxe jest albumem ponadczasowym. Bogactwo niesamowitych dźwięków sprawia, że płytę można odkrywać na nowo za każdym przesłuchaniem.

======Equinoxe (1978)======

Equinoxe Part 1 (2:24)
Equinoxe Part 2 (5:02)
Equinoxe Part 3 (5:13)
Equinoxe Part 4 (6:53)
Equinoxe Part 5 (3:48)
Equinoxe Part 6 (3:24)
Equinoxe Part 7 (7:26)
Equinoxe Part 8 (5:02)

(8 utworów, łączny czas 39:12)
================
Ocena 9.2
================
Cena: ok. 40 zł (Allegro)
===========================

Segata Sanshiro! Czyli japońskie reklamy Saturna... [cz.3]

Oto kolejne pięć reklam Saturna:

Reklama 11- Burning Rangers

Reklama 12- Winter Heat

Reklama 13- The House of the Dead

Reklama 14- Deep Fear

Reklama 15- Wachenroder