sobota, 14 marca 2009

Kraftwerk - Radio-Activity

Concept album grupy Kraftwerk poświęcony (albo inspirowany) nie tylko, jakby się wydawało, radioaktywności ale i aktywności radiowej (fale itp.). Sam początek jest nietypowy- odgłosy licznika Geigera stanowią wprowadzenie do Radioactivity, najlepszego utworu na płycie, lekko melancholijnego, w którym oprócz sennej, prostej melodii usłyszymy tekst piosenki w... alfabecie Morse'a (oczywiście oprócz wokalu). Następne jest nieco monotonne Radioland, a zaraz po nim wkracza wesoła i roztańczona melodia z Airwaves, "wpomagana" odgłosami ciągle zmieniających się fal radiowych. IntermissionNews to w zasadzie mało co wznoszące przerywniki, z kolei w Voice of Energy przemówi do nas mechaniczny głos energii z dającym do myślenia przesłaniem. Rytmiczna Antenna poprzedza troche awangardowe Radio Stars, na tle powtarzającego się dźwięku usłyszymy tekst o... pulsarach i kwazarach, po czym utwór łagodnie przechodzi w Uranium gdzie nieco złowieszczy głos zdradza nam małą tajemnicę o uranie. Dość pogodny Transistor wprowadza nas w ostatni utwór czyli Ohm Sweet Ohm (kolejna gra słów).

Album oryginalny i ciekawy ale nie dla każdego, wiele osób może zwyczajnie zmęczyć mimo, że trwa nieco ponad pół godziny. Z drugiej strony klimat panujący na tej płycie potrafi wchłonąć słuchacza. To chyba najmniej popularny album grupy Kraftwerk ale nie znaczy to, że nie nalezy mu się przyjrzeć.

======Radioactivity (1975)======

Geiger Counter (1:06)
Radioactivity (6:41)
Radioland (5:51)
Airwaves (4:39)
Intermission (0:38)
News (1:17)
Voice of Energy (0:54)
Antenna (3:42)
Radio Stars (3:33)
Uranium (1:26)
Transistor (2:13)
Ohm Sweet Ohm (5:37)

(12 utworów, łączny czas 37:37)
================
Ocena 7.0
================
Cena: 25 zł (eBay)
=====================

piątek, 13 marca 2009

Winning Eleven 6 Final Evolution [Playstation 2]

Moja pierwsza styczność z piłkarską serią Konami. Mineło już ponad 6 lat, w tym czasie zaliczyłem wszystkie kolejne części wydane na "Sequelstation" a mimo to ciągle wracam do tego tytułu, i chyba się nie pomyle jeśli przyznam, że to moja ulubiona część w serii.

Fakt, gdyby nie to, że posiadam wersje z patchem, który tłumaczy 99% gry na angielski i dodaje licencjonowane kluby (bolączka PESa, w pewnym sensie trwa do dziś) nie spędziłbym z WE6 FE tyle czasu. No i na pewno ma znaczenie sentyment, bo w sumie co ma do zaoferowania tytuł, któremu brakuje wiele jeśliby porównać go do sequeli? Fakt, PES 3 (w zasadzie sequel WE6: FE) przez niektórych jest uważany za najlepszą część a swoje lata też ma. Na pewno gra sie inaczej, nie jest tak szybko, zwodów czy innych zagrań jest mniej, nie można kontrolować siły podania po ziemii, ogólnie swoboda jest niby mniejsza. Grafika też nie zachwyca, jest wyraźna, gra chodzi płynnie ale piłkarze wyglądają lekko sztucznie no i animacja też ustępuje kolejnym częściom. Mimo to gra się świetnie, gameplay jest dobrze wyważony, nie widać jakiejś wyraźnej przewagi ataku nad obroną (lub odwrotnie), strzały nie są przesadzone, dość trudno oddać mocny i celny strzał, AI trzyma dobry poziom więc nie jest za łatwo. Trudno to opisać ale w każdym razie gra sprawia troche więcej frajdy, przynajmniej mi, niż kolejne części. Może dlatego, że jest mniej "randomowa", nie ma graczy, których określić by można mianem "cyborgów" (jak np. Adriano w ostatnich częściach), przebijających się przez obronę niczym taran, nie czuć też (prynajmniej nie tak jak ostatnich PES'ach), że gra na wyższych poziomach trudności zwyczajnie oszukuje. Ogólny "feeling" w WE6:FE też wypada dobrze.

Trzeba też wspomnieć, że w tej części tryb Master League nieco różnił się od tego jak wygląda od PES 3. Mamy 3 ligi (oczywiście zaczynamy w tej najnizszej, w której jest mniej drużyn), 3 puchary, jeden dla 3 ligi, jeden w którym biorą udział drużyny z ligi 1. i 2. i ostatni, do którego dostają się 4 najlepsze team'y w sezonie. Gracze sie nie starzeją ale możemy znaleźć początkujących grajków, których rozwojem możemy pokierować (ale przez krótki czas, potem już zatrzymują sie w rozwoju).

Warto wspomnieć o komentarzu, oczywiście w tym wypadku jest on po japońsku ale wypada dużo lepiej niż angielski. Nawet można co nieco zrozumieć gdyż komentatorzy stosują zangielszczone zwroty ("Panczingu!" "Siuuto!" czy "Intaasepto") a najlepiej jest gdy pada bramka, wtedy najczęściej usłyszymy 10-sekundowy okrzyk "GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL!!!". Ten element wypada więc bardzo dobrze.

Swego czasu miałem już 11 sezon na liczniku w trybie Master League... dopóki nie padł mi save. W każdym razie czasu z WE6:FE spędziłem wiele. Kolejne PESy dały mi wiele przyjemnych godzin ale WE6:FE zawsze zostanie dla mnie tym, subiektywnie, najlepszym z serii. Chyba, że next-genowe odsłony serii Konami wciągną mnie jeszcze bardziej, a na to na razie sie nie zanosi...

======Winning Eleven 6: Final Evolution======
Playstation 2, Gamecube; Sportowa; 2002
Grywalność 9
Żywotność 9
Grafika 8
Dźwięk 8
===============
Ocena 9.0
===============
Cena: 40 zł (eBay)
Średnia ocen: 92% (4 oceny)
=========================
HDLoader: Kompatybilna (Mode 3)
USBAdvance: Niekompatybilna
=================================

poniedziałek, 9 marca 2009

Jean Michel Jarre - Waiting For Cousteau

Album stworzony jako wyraz hołdu dla wybitnego francuskiego oceanografa Jaquesa Cousteau, a także udowadniający, że dla Jarre'a udane połączenie elektronicznych dźwięków z karaibskimi motywami to żaden problem.

Płyta w zasadzie jest podzielona na 2 części- pierwsza to trzyczęściowa suita Calypso, druga to prawie 50-minutowy tytułowy ambientowy utwór Waiting For Cousteau. Szybkie, pogodne i melodyjne Calypso part 1 przenosi nas na słoneczną, tropikalną wyspę, następnie powoli rozpoczyna się Calypso part 2 troche mniej radosne i dynamiczne ale utrzymane w podobnym tonie. Calypso part 3 (Fin de siecle) to już nastrojowy, nostalgiczny i podniosły utwór, mój ulubiony z całej "trójki", jednocześnie wporwadzający nas w Wating For Cousteau. Ten ambienowy i minimalny utwór zabiera nas z powierzchni wyspy prosto do głebin oceanu, słuchając go naprawde można odnieść wrażenie jakbyśmy właśnie odbywali podróż po "wnętrzu" wodnego świata. Nie znajdziemy tu żadnych melodii, jedynie spokojne, harmoniczne dźwięki w tle, czasem przerywane nutą fortepianu lub przemykającymi gdzieś intrygującymi odgłosami. Mimo pozornej prostoty i spokoju przez te 47 minut ani razu nie wieje nudą, wręcz przeciwne, wsłuchujemy się coraz bardziej, powoli odkrywając tajemnice podwodnego świata...

Bardzo ciekawy album, o którym można powiedzieć, że w zasadzie nie ma żadnych wad, no może poza tym, że chciałoby się wiecej utworów w klimatach Calypso...

======Waiting For Cousteau (1990)======

Calypso part 1 (8:22)
Calypso part 2 (7:10)
Calypso part 3 (Fin de siecle) (6:30)
Waiting For Cousteau (46:53)

(4 utwory, łączny czas 68:55)
================
Ocena 8.6
================
Cena: ok. 35 zł (eBay) 
==========================

niedziela, 8 marca 2009

Segata Sanshiro! Czyli japońskie reklamy Saturna... [cz.4]

Ostatnia porcja reklam z Segata Sanshiro...

Reklama 16- World Cup '98 France Road to Win

Reklama 17- Pro Yakyuu Team mo Tsukurou!

Reklama 18- Dragon Force II

Reklama 19- Segata Sanshirou Shinken Yuugi

Reklama 20