Album stworzony jako wyraz hołdu dla wybitnego francuskiego oceanografa Jaquesa Cousteau, a także udowadniający, że dla Jarre'a udane połączenie elektronicznych dźwięków z karaibskimi motywami to żaden problem.
Płyta w zasadzie jest podzielona na 2 części- pierwsza to trzyczęściowa suita Calypso, druga to prawie 50-minutowy tytułowy ambientowy utwór Waiting For Cousteau. Szybkie, pogodne i melodyjne Calypso part 1 przenosi nas na słoneczną, tropikalną wyspę, następnie powoli rozpoczyna się Calypso part 2 troche mniej radosne i dynamiczne ale utrzymane w podobnym tonie. Calypso part 3 (Fin de siecle) to już nastrojowy, nostalgiczny i podniosły utwór, mój ulubiony z całej "trójki", jednocześnie wporwadzający nas w Wating For Cousteau. Ten ambienowy i minimalny utwór zabiera nas z powierzchni wyspy prosto do głebin oceanu, słuchając go naprawde można odnieść wrażenie jakbyśmy właśnie odbywali podróż po "wnętrzu" wodnego świata. Nie znajdziemy tu żadnych melodii, jedynie spokojne, harmoniczne dźwięki w tle, czasem przerywane nutą fortepianu lub przemykającymi gdzieś intrygującymi odgłosami. Mimo pozornej prostoty i spokoju przez te 47 minut ani razu nie wieje nudą, wręcz przeciwne, wsłuchujemy się coraz bardziej, powoli odkrywając tajemnice podwodnego świata...
Bardzo ciekawy album, o którym można powiedzieć, że w zasadzie nie ma żadnych wad, no może poza tym, że chciałoby się wiecej utworów w klimatach Calypso...
======Waiting For Cousteau (1990)======

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz